2026-03-11 14:42, Autor: Sławomir Kwasowski (SlawoyAMD)
Producenci telewizorów i monitorów komputerowych od lat szukają jakości wyświetlanego obrazu. Kiedyś takim objawieniem miała być technologia ekranów plazmowych, które biły na głowę swoją ostrością projekcji i nasyceniem kolorów oraz głęboką czernią. Pamiętam, jak kumpel kupił -calową plazmę i oglądaliśmy u niego mistrzostwa w siatkówce. Widać było pojedyncze włosy na głowach zawodników i krople potu na ich twarzach... Po prostu to był inny świat. Jednak to świetne rozwiązanie miało też swoje ciemne strony, jak spory pobór energii elektrycznej i skłonność do wypalania się pikseli, przez co kompletnie nie nadawały się do wyświetlania statycznych obrazów. Jeśli nagminnie oglądałeś programy informacyjne z czerwonym paskiem na dole ekranu, to bardzo szybko ten pasek stawał się widoczny po wyłączeniu telewizora. Z czasem "plazma" odeszła w zapomnienie, a matryce LCD stawały się coraz doskonalsze, co w połączeniu z nowoczesnymi technologiami podświetlenia LED, zamiast zimnych katod, dały poczucie, że w tej tematyce nic nowego się nie wydarzy.
Jednak producenci wciąż pragnęli dać nam coś, co zachwyci nasze oczy i sprowokuje do dobrowolnego oddania woreczka pieniędzy w zamian za nienaganną jakość obrazu i nasycenia kolorów, podpartą idealną czernią... I tak narodziła się technologia OLED, która naprawdę zachwyca, kiedy wejdziemy do sklepu AGD i rzucimy okiem na wystawione tam ekrany, gdzie eksponowane są demonstracyjne filmy w rozdzielczościach 4K lub nawet 8K. Nowa technologia jest dość energooszczędna i bardziej odporna na wypalanie się pikseli, choć nie zupełnie tak do końca... O ile w telewizorach coraz doskonalsze wersje OLEDowych matryc sprawdzają się niemal doskonale (no może prócz zastosowań konsolowych, gdzie w grach jest dużo statycznych obszarów, pasków, czy liczb narażonych na efekt wypalenia), to już w ekranach monitorów, ta właśnie podatność na wypalanie, stanowi większy problem. Tutaj również inżynierowie stale opracowują usprawnienia, jak choćby nowa generacja ekranów QD OLED, którą sam postanowiłem zakupić i faktycznie, na razie jestem mega zadowolony. Jednak jeśli taki monitor użyjemy przy długotrwałej pracy przy arkuszach kalkulacyjnych, czy w ramkach tekstowych, na pewno z czasem pojawi się problem z prześwitami wypalonych miejsc (zabójcze dla OLEDów jest długotrwałe, miejscowe światło białe i czerwone). O statycznych obrazach z kamer przemysłowych, już nawet nie wspomnę, bo do tego OLEDy zupełnie się nie nadają i tutaj ekrany LCD mogą się czuć niezagrożone.
Jednak użytkownicy LCD wciąż tęsknie spoglądają w stronę idealnej czerni, której te podświetlane od spodu matryce, dać im nie mogą. Kłopotem też, przy stale rosnących przekątnych matryc, staje się równomierne ich podświetlenie, co w ciemnym pomieszczeniu lub wieczorową porą objawia się nam w postaci jaśniejszych plam na ciemnym tle filmu lub tapety. I tutaj pojawiła się kolejna technologia, z którą wielu użytkowników wiąże spore nadzieje, a mianowicie MiniLED.
Wiem, że większość z Was wie na czym ta ciekawa technologia polega, ale spotkałem się również z kilkoma osobami, które trochę opacznie ją rozumieją. Otóż jeden ze znajomych był święcie przekonany, że ekran MiniLED, to zbiór dziesiątków tysięcy mini diod, z której każda z osobna odpowiada pojedynczemu pikselowi... Zapewne byłby to świetny pomysł, choć chcąc mieć naprawdę mini plamkę, trzeba by wpierw taką diodę wyprodukować, w dodatku świecącą trzema kolorami na raz (lub czterema, jak to miejsce w technologii OLED), co przy odpowiedniej separacji barw zastąpiłoby subpiksele. No cóż, tak dobrze jeszcze nie ma, więc technologia MiniLED na razie łączy tradycyjną matrycę LCD, a cała magia dzieje się w jej podświetleniu.














