AOC Q27G3XMN MiniLED
Strona 1 - Wygląd
Producenci telewizorów i monitorów komputerowych od lat szukają jakości wyświetlanego obrazu. Kiedyś takim objawieniem miała być technologia ekranów plazmowych, które biły na głowę swoją ostrością projekcji i nasyceniem kolorów oraz głęboką czernią. Pamiętam, jak kumpel kupił -calową plazmę i oglądaliśmy u niego mistrzostwa w siatkówce. Widać było pojedyncze włosy na głowach zawodników i krople potu na ich twarzach... Po prostu to był inny świat. Jednak to świetne rozwiązanie miało też swoje ciemne strony, jak spory pobór energii elektrycznej i skłonność do wypalania się pikseli, przez co kompletnie nie nadawały się do wyświetlania statycznych obrazów. Jeśli nagminnie oglądałeś programy informacyjne z czerwonym paskiem na dole ekranu, to bardzo szybko ten pasek stawał się widoczny po wyłączeniu telewizora. Z czasem "plazma" odeszła w zapomnienie, a matryce LCD stawały się coraz doskonalsze, co w połączeniu z nowoczesnymi technologiami podświetlenia LED, zamiast zimnych katod, dały poczucie, że w tej tematyce nic nowego się nie wydarzy.
Jednak producenci wciąż pragnęli dać nam coś, co zachwyci nasze oczy i sprowokuje do dobrowolnego oddania woreczka pieniędzy w zamian za nienaganną jakość obrazu i nasycenia kolorów, podpartą idealną czernią... I tak narodziła się technologia OLED, która naprawdę zachwyca, kiedy wejdziemy do sklepu AGD i rzucimy okiem na wystawione tam ekrany, gdzie eksponowane są demonstracyjne filmy w rozdzielczościach 4K lub nawet 8K. Nowa technologia jest dość energooszczędna i bardziej odporna na wypalanie się pikseli, choć nie zupełnie tak do końca... O ile w telewizorach coraz doskonalsze wersje OLEDowych matryc sprawdzają się niemal doskonale (no może prócz zastosowań konsolowych, gdzie w grach jest dużo statycznych obszarów, pasków, czy liczb narażonych na efekt wypalenia), to już w ekranach monitorów, ta właśnie podatność na wypalanie, stanowi większy problem. Tutaj również inżynierowie stale opracowują usprawnienia, jak choćby nowa generacja ekranów QD OLED, którą sam postanowiłem zakupić i faktycznie, na razie jestem mega zadowolony. Jednak jeśli taki monitor użyjemy przy długotrwałej pracy przy arkuszach kalkulacyjnych, czy w ramkach tekstowych, na pewno z czasem pojawi się problem z prześwitami wypalonych miejsc (zabójcze dla OLEDów jest długotrwałe, miejscowe światło białe i czerwone). O statycznych obrazach z kamer przemysłowych, już nawet nie wspomnę, bo do tego OLEDy zupełnie się nie nadają i tutaj ekrany LCD mogą się czuć niezagrożone.
Jednak użytkownicy LCD wciąż tęsknie spoglądają w stronę idealnej czerni, której te podświetlane od spodu matryce, dać im nie mogą. Kłopotem też, przy stale rosnących przekątnych matryc, staje się równomierne ich podświetlenie, co w ciemnym pomieszczeniu lub wieczorową porą objawia się nam w postaci jaśniejszych plam na ciemnym tle filmu lub tapety. I tutaj pojawiła się kolejna technologia, z którą wielu użytkowników wiąże spore nadzieje, a mianowicie MiniLED.
Wiem, że większość z Was wie na czym ta ciekawa technologia polega, ale spotkałem się również z kilkoma osobami, które trochę opacznie ją rozumieją. Otóż jeden ze znajomych był święcie przekonany, że ekran MiniLED, to zbiór dziesiątków tysięcy mini diod, z której każda z osobna odpowiada pojedynczemu pikselowi... Zapewne byłby to świetny pomysł, choć chcąc mieć naprawdę mini plamkę, trzeba by wpierw taką diodę wyprodukować, w dodatku świecącą trzema kolorami na raz (lub czterema, jak to miejsce w technologii OLED), co przy odpowiedniej separacji barw zastąpiłoby subpiksele. No cóż, tak dobrze jeszcze nie ma, więc technologia MiniLED na razie łączy tradycyjną matrycę LCD, a cała magia dzieje się w jej podświetleniu.

W teorii pomysł z punktowym podświetleniem matrycy, jest doskonały. Podświetlamy tylko obszar ekranu, na których chcemy coś pokazać. W praktyce jest to jednak znacznie trudniejsze do wykonania, bo obszar podświetlenia będzie grupował nam kilkaset pikseli więc wystarczy, że coś minimalnie się wyświetli w danym ich zbiorze, a całe pole się podświetli. Daje to delikatną "aurę" w miejscach wokół eksponowanych na ekranie detali, ale na szczęście jest to widoczne niemal wyłącznie na bardzo kontrastowych obrazach, wyświetlanych głównie na ciemnym tle. Niemniej nawet ta drobna niedoskonałość względem techniki OLED, daje świetny efekt wizualny i poprawia czerń w porównaniu do zwykłych matryc LCD LED.
Właśnie w tej technologii MiniLED powstał prezentowany dziś, 27-calowy monitor AOC Q27G3XMN, dedykowany dla graczy. Jak wspomniałem wcześniej, niedawno zakupiłem sobie 34-calowy monitor QD OLED, więc będzie świetna okazja porównać bezpośrednio obraz z matrycą podświetlaną MiniLED, a ja dziękuję AOC za szybkie udostępnienie monitora do testów.


W opakowaniu prócz samego monitora znajdziemy jeszcze podstawę, instrukcję, kabel zasilający oraz DisplayPort i HDMI. Przy okazji warto zaznaczyć, że monitor ma wbudowany zasilacz zasilania, co akurat dla mnie wydaje się sporym plusem, bo nie trzeba szukać miejsca na ukrycie zewnętrznego zasilacza.

Regulowana podstawa składa się z dwóch części, które skręcamy od spodu stopy za pomocą motylka. Montaż gotowej nogi jest niezwykle prosty i beznarzędziowy. Po prostu wsuwamy dwa jej "kły" na górnej krawędzi miejsca montażowego i zatrzaskujemy całość zbliżając dolną krawędź do kadłubka. Demontaż odbywa się po naciśnięciu przycisku zamka.


Model Q27G3XMN jest dość fajnie zaprojektowany i dobrze będzie się prezentował na Waszych biurkach. Cieniutkie, aluminiowe ramki okalające matrycę, nie straszą swoim masywnym wyglądem, a przy tym dość dobrze chronią ekran przed przypadkowym uderzeniem. Czerwone wstawki na dole obudowy dodają całości wizualnego "pazura", a poza tym wiadomo, że czerwone oznacza szybsze :)


Równie dobrze prezentuje się tył kadłubka, a noga otrzymała otwór, przez który możemy poprzeciągać podpięte do monitora kable, by zapanować nad ich ułożeniem.


Skoro jesteśmy już z tyłu, rzućmy okiem na wybór gniazd połączeniowych, którymi obdarował Nas producent. Do dyspozycji otrymujemy (prócz gniazda zasilania sieciowego), dwa porty HDMI, jeden DP oraz gniazdo audio do podpięcia słuchawek.


Zanim przejdziemy do "odpalenia" monitora, zobaczmy jeszcze na fizyczny system przycisków do sterowania Menu OSD, który umieszczono na spodzie prawej części dolnej ramki. Niestety ikony poszczególnych, przydzielonych przyciskom funkcji, są dość słabo widoczne nawet w dość jasnym pomieszczeniu, a po zmroku będziemy zmuszeni działać palcami trochę po omacku. Na szczęście dość szybko można się oswoić z ich położeniem i przy odrobinie wprawy, damy radę operować nimi intuicyjnie (Power jest największy, więc szybko nauczymy się go pomijać).


Kiedy pierwszy raz podłączałem AOC Q27G3XMN, miałem jeszcze w użyciu swój poprzedni monitor, 32-calowy AOC AGON AG322QC4 z wygiętym ekranem. Jak widać na zdjęciu poniżej, różnica w wielkości nie robi jakiejś kolosalnej różnicy, ale już w grubości zdecydowanie tak. Jeśli porównać to do szerokości raki monitorów OLED, to już zrobi nam to kolosalną różnicę... To jest w zasadzie jedyna duża wada technologii MiniLED, która po prostu potrzebuje za matrycą sporo miejsca na upchnięcie wielopunktowej technologii podświetlania. Dla mnie to rzecz drugorzędna, bo patrząc sprzed ekranu i tak tego nie zauważymy, jednak dla jakiś estetów swojego miejsca komputerowego, może to mieć spore znaczenie.




