2024-03-19 17:33
Autor: Sławomir Kwasowski (SlawoyAMD)
0

BASEUS Amblight 30000 mAh 65W

Strona 1 - Wygląd

Lubicie podróże? Ja osobiście staram się przynajmniej ze dwa razy w roku polecieć gdzieś motocyklem, najchętniej w opcji pod namiot. Dlaczego? Otóż to wciąż chyba najtańsza forma noclegu, a dodatkowo daje nam wolność zmiany decyzji o kierunku wyprawy, przejechanym na dzień dystansie i swobodne dopasowanie do warunków pogodowych. Kiedy zabukujecie sobie stancją w jakimś popularnym portalu podróżniczym, to w zasadzie jesteście już "uwiązani" do dotarcia w wykupione miejsce bez względu na nagłą ulewę, czy inne wypadki losowe. A z namiotem zobaczycie jakieś piękne miejsce po drodze i stwierdzacie bez stresów, że tu chcecie być.

Oczywiście wersja "namiot" ma swoje minusy, jak konieczność jego rozkładania i składania, niższa wygoda spania, brak łazienki w pokoju, czy wreszcie... Brak bezpośredniego dostępu do prądu elektrycznego. Z pierwszym problemem poradziłem sobie kupując świetny namiot Quechua 2 Seconds Easy Fresh&Black w popularnej, turystyczno-sportowej sieciówce. Aby go postawić w pojedynkę, wystarczą dosłownie dwie minuty, już łącznie z zakotwieniem śledziami. Wyciągamy go z torby, ustawiamy masztami do góry, pociągamy za czerwony sznurek po jednej stronie i... Już połowa namiotu stoi. Przechodzimy na drugą stronę, robimy to samo i całość jest w zasadzie gotowa do zamieszkania (śledzie naciągają lekko zewnętrzną, zintegrowaną powłokę). Składanie jest równie łatwe, bo realizuje się je dwoma naciśnięciami przycisków i złożenia w kupę całości do torby.






Węgry nad Balatonem


Ale nie o namiotach tutaj będzie mowa. Dzisiejsze europejskie pola kampingowe oferują nam sanitariaty i łazienki o tak wysokim poziomie (a przynajmniej w większości z nich), że ten problem też można już pominąć. Pozostaje nam tylko prąd... Oczywiście można skorzystać z opcji miejsca z dostępem do "Electrocity" (czyli dostajemy kluczyk do "słupka" z gniazdami 240V), ale jest to dość droga usługa (najczęściej około 10-15 euro za dobę, a więc drugie tyle, co za nocleg), jak na naładowanie sobie telefonu i akumulatorka do oświetlenia i kamerki sportowej, więc lepiej prąd wozić z sobą :D

I tutaj dochodzimy wreszcie do esencji tego artykułu, czyli osobistego zasilania w postaci wydajnych Power Banków. Do tej pory woziłem z sobą dwa egzemplarze, które pozostały mi po testach, czyli Extreme Media Powerbank AL-70 i Green Cell GC PRIME, oba o pojemności 10000mAh, co łącznie dawało 20K mAh. Taka ilość energii w zasadzie wystarczała mi zupełnie, ale wymagała niemal codziennego ich ładowania. Przy długich przelotach nie było z tym problemu, bo kilka godzin jazdy z wpiętymi Bankami do portów USB w motocyklu, pozwalało je w pełni naładować. Gorzej było, kiedy zostawałem kilka dni w jednym miejscu. Z namiotowej bazy robiłem sobie codziennie jakieś wycieczki, ale było to od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów dziennie, w dodatku przerywane zwiedzaniem turystycznych atrakcji. I wtedy trzeba było już kombinować, aby zaoszczędzić trochę euro na podpinaniu się się do płatnego słupka. Niektóre kampingi maja specjalne szafki zamykane na kluczyk, w których możemy podpiąć do gniazdka naszą ładowarkę z telefonem i pozostawić na kilka godzin jej ładowania, ale nie jest to niestety standardem, więc pozostaje nam korzystanie z ogólnodostępnych gniazd w łazienkach, pralniach itp. O ile jednak w Szwajcarii, Austrii i we włoskich Alpach w zasadzie można bezpiecznie zostawić swoje urządzenia bez większego na nie baczenia, to już w Rumunii, Słowacji czy innych post demoludach, wiąże się to z większym ryzykiem utraty swojego telefonu i sprzętu. Dlatego w tym roku postanowiłem zainwestować w swoją prywatną "elektrownię" i zaopatrzyłem się w dwa nowe Power Banki, ale o znacznie wyższej pojemności, co powinno mi pozwolić na rzadszą konieczność ich ładowania.

Pierwszy model, to wynik autopsji z podróży we francuskie Alpy, gdzie jeden z moich dwóch kompanów podróży, podczas trzydniowego postoju w Chamonix Mont-Blanc, doładowywał sobie ze stojącego motocykla swojego iPhone. Kłopot w tym, że to maszyna wielce skomputeryzowana (Honda GoldWing 1800 - jedyne 130 tysięcy złotych), więc uruchomienie elektryki powodowało włączenie wszystkich systemów zjadających prąd na pokładzie. Trzeciego dnia, kiedy mieliśmy już wyjeżdżać dalej, jego moto zastrajkowało pustym akumulatorem i brakiem chęci uruchomienia sześciocylindrowego silnika. Na szczęście drugi mój współpodróżnik miał w swoim bagażu Power Bank z możliwością rozruchu, więc wystarczyło tylko podpiąć zaciski do klem martwego akumulatora, by po krótkiej chwili maszyna ożyła. To zdarzenie dało mi sporo do myślenia i niezwłocznie zakupiłem podobny sprzęt, by w razie czego nie mieć kłopotów w dalszych wojażach po Polsce i Europie. Natomiast drugim Power Bankiem jest model BASEUS Amblight 30000 mAh 65W, będącym owocem współpracy z marką Baseus, której miałem przyjemność testować już kilka przydatnych gadżetów (ładowarki USB, HUB USB-c).


Mimo że na zdjęciu Jump Starter wydaje się potężniejszy, to jednak sporą jego część zajmuje przetwornica i elektronika (w piku potrafi oddać prąd o natężeniu około 1000A, co pozwala uruchomić benzynowy, sześciocylindrowy silnik o pojemności do 3.5 litra), ale same ogniwa mają około 16000 mAh pojemności. Natomiast Baseus mieści w sobie prawie dwa razy więcej energii i o nim właśnie dziś porozmawiamy.

Już na opakowaniu możemy zobaczyć, jak będzie wyglądać nasz nowy Power Bank, łypiący do nas swoim "rybim" oczkiem. Producent zabezpiecza się przed podróbkami, dając nam kod QR ze zdrapką, którymi możemy potwierdzić oryginalność produktu. To ważne, bo na chińskich portalach sprzedażowych, jest naprawdę sporo podróbek różnych marek oraz Power banków obiecujących duże pojemności. Sam ostatnio oglądałem na YouTube testy takich urządzeń, po rozpruciu których okazywało się, że tak naprawdę ich pojemność jest dużo niższa od deklarowanej na opakowaniu, a w części ogniw znajdował się piasek, by dać wrażenie masywności urządzenia. Po prostu skandal, ale co zrobić :(



W środku prócz samego magazynu energii, znajdziemy zestaw naklejek, który jest już wyznacznikiem marki Baseus, gwarancję, instrukcję obsługi oraz solidny, gruby kabel z końcówkami w standardzie 2 x USB-c. O ile podczas podróży mam z sobą kilka kabli USB/USB-c, USB/USB mini i micro, to 2 x USB-c jakoś nie miałem, więc przyda się nie tylko do ładowania.




Kadłubek modelu BASEUS Amblight prezentuje się bardzo ładnie. Całość w zasadzie została wykonana z dobrej jakości tworzywa sztucznego o wykończeniu "czarnego fortepianu", ale z frontu i od tyłu pokrytych naniesionymi na niego kropkami o wyczuwalnej, wystającej fakturze, co ma zadanie ułatwić nam pewne chwycenie dość ciężkiego urządzenia i nieco łagodzi efekt "palcowania", ale boczki mamy w błyszczącym "piano", więc są dość podatne na zabrudzenia i zarysowania, ale o tym będę mógł Wam napisać w drugiej części tego testu, bo zamierzam go zabrać z sobą w czerwcową podróż na (jak finanse pozwolą), słoneczną Korsykę i Sardynię lub w wersji oszczędnościowej gdzieś w okolice jeziora Como... Ale to się okaże nieco później.





Na górze korpusu przygotowano panel z pokaźnym zbiorem portów: wejściowych: microUSB i lightning oraz wyjściowych 4x USB-A (pomarańczowe gniazdo jest teoretycznie dać do 45W mocy) oraz dostajemy do dyspozycji port USB-C (wejście i wyjście). Gniazda zaznaczone na pomarańczowo, wspierają technologię szybkiego ładowania w standardach PD3.0, QC3.0, FCP i SCP.


Na spodzie obudowy podano mocno skompresowaną dawkę informacji technicznych dotyczących parametrów tego Power Banku, ale mimo drobnego druku, można rozczytać dane dotyczące konkretnych napięć i natężeń.

Strona 1 z 2 12>>>