Dahua LM27-E240C - Tanie 240 Hz i 1500R
Strona 1 - Wygląd
Ceny komputerów zrobiły się koszmarnie chore, a wszystko to zasługa wzrostów cen pamięci, które w komputerze są niezbędne. RAM, karta graficzna i dyski SSD, wszystko to sumarycznie generuje nam absurdalne ceny za te podzespoły, więc często stajemy przed trudnym wyborem. Jeśli nie chcemy wydać worka pieniędzy lub zdecydujemy się tylko na zakup nowej karty graficznej, tak powiedzmy do 2000 złotych, to zakup wymarzonego, dużego monitora OLED może wydawać się bezsensowny, jeśli nasz akcelerator graficzny da radę wyświetlić jakąś sensowną ilość klatek na sekundę w maksymalnej rozdzielczości FullHD. Taka sytuacja na rynku, według analityków potrwa jeszcze przynajmniej dwa lata, a całkiem możliwe, że i dłużej, dlatego można się zastanowić nad kupnem czegoś tymczasowego, co nie pochłonie sporej ilości pieniędzy, a da nam namiastkę wygody pracy i zabawy przed dotychczasowym komputerem. Co musi mieć akceptowalny monitor do uniwersalnego zastosowania w domu? Dla mnie musi mieć zakrzywiony ekran, w miarę szybką matrycę i akceptowalnie równomierne podświetlenie matrycy, by ta nie wkurzała za mocno jasnymi plamami wieczorową porą. Myślę, że większość z Was ma podobne wymagania, o ile oczywiście nie pracujecie z grafiką cyfrową, czy rozbudowanymi arkuszami kalkulacyjnymi.
Jeśli tak właśnie jest, to możecie rozważyć zakup monitora Dahua LM27-E240C, który stosunkowo niedawno pojawił się na rynku sprzętów dedykowanych domowym graczom. Dahua... Nazwa brzmi tak jakby mocno chińsko? I tak ma brzmieć, bo to właśnie chińska marka, ale nie byle jaka. To jeden z dwóch największych potentatów sprzętu monitorującego na świecie. Słynie z nowoczesnych rozwiązań i wysokiej jakości elektroniki używanej w swoich produktach, co przekłada się na niezawodna pracę przez długie lata. Zazwyczaj monitoring w zakładach, na lotniskach, bankach itp, pracuje 24 godziny na dobę, więc monitory i rejestratory maja co robić. Wiem to z autopsji, bo u mnie w pracy od trzech lat pracuje właśnie mały monitor Dahuy, świecąc non stop przez całe dnie i noce.

Właśnie to doświadczenie Dahua postanowiła zastosować w produktach dla graczy, które mają być w założeniu trwałe i niedrogie w zakupie. Brzmi, jak pobożne życzenie, bo wiadomo, że uzyskanie dobrej ceny, zawsze oznacza kompromisy, ale zobaczmy, co zaprezentuje nam model LM27-E240C.

Już na opakowaniu zobaczymy informacje, że dostajemy rozdzielczość FHD z maksymalnym odświeżaniem 240 Hz, szybki czas reakcji 27-calowej matrycy VA (Vertical Alignment), na poziomie 1 milisekundy opóźnienia w skali MPRT (Moving Picture Response Time – czas odpowiedzi obrazu w ruchu), który jest wskaźnikiem informujący o tym, jak długo pojedynczy kadr/piksel pozostaje widoczny na ekranie, a nie o tym, jak szybko zmienia kolor. Nie można go porównywać z pomiarem GtG (szare w szare), bo to inną metodologia. Reszta parametrów prezentuje się następująco...


W środku kartonowego opakowania znajdziemy broszury gwarancji i skróconej instrukcji obsługi, zewnętrzny zasilacz sieciowy, składaną z dwóch części stopę oraz kabel HDMI. Zastanawia fakt, że oferując 240 Hz odświeżania, nie zdecydowano się na dodanie kabla DisplayPort, no ale uznajmy to za pierwszy element oszczędności dla zachowania dobrej ceny.


Wspominałem wyżej, że dla mnie koniecznością w monitorze, jest zagięta matryca... Dlaczego? Kiedy już człowiek posiedzi dłużej przed takim bananem, naprawdę trudno wrócić do płaskiego ekranu. Cenię krzywiznę matryc za dobrą, równomierna odległość od oczu użytkownika, co przekłada się na świetną panoramę wirtualnego pola walki, a poza tym, kiedy przechodzę na płaskie ekrany, mój mózg przez bardzo długi czas odczytuje je, jako nienaturalnie wykrzywiony, wypukły od środka w moją stronę. Naprawdę trzeba to odczuć osobiście, zanim będziecie chcieli ocenić za i przeciw między tymi ekranami. LM27-E240C zakrzywiono w promieniu R1500, co jest zupełnie wystarczające przy tej wielkości ekranu.


Kolejną oszczędność możemy zauważyć w budowie dwuczęściowej podstawy monitora, która została wykonana z dość przeciętnej (ale wytrzymałej) jakości plastiku. Trzy nóżki łączy się z elementem zatrzaskowym wzmocnionym metalowym łącznikiem i następnie wsuwa poziomo w dedykowane gniazdo na tyle obudowy monitora, aż usłyszymy charakterystyczny klik zatrzasku.



Czemu napisałem wyżej, że stopa, to element oszczędności tego monitora? Otóż jedyną możliwością regulacji tego modelu jest możliwość pochylenia ekranu w dół (-5 stopni) i w górę (+15 stopni). Nie możemy go podnosić i opuszczać, a nawet obracać w lewo czy prawo. Ja osobiście ustawiam monitor raz i już go nie dotykam, ale niektórym użytkownikom może brakować możliwości ustawienia wysokości matrycy przed sobą. Ilość gniazd połączeń jest skromna (HDMI / DisplayPort / Audio i zasilania), ale w zasadzie zupełnie wystarczająca do podstawowej pracy i zabawy w domu.

A tak prezentuje się złożony monitor gotowy do pracy. Jak wspominałem, wygięcie ekranu, to R1500...




Zanim zacząłem tą recenzję, naprawdę długo musiałem posiedzieć na tym monitorze bo niestety, jestem już nieco skrzywiony jakością mojego 34-calowego monitora OLED (MSI MAG 341CQP - rozdzielczość 3440 x 1440px) i przesiadka na rozdzielczość natywną (1920x1080 px) dla Dahua LM27-E240C, na początku była prawie szokiem. Brakowało przestrzeni, wszystko wydawało się takie jakieś duże. W dodatku OLED ma powłokę typu Glare, a Dahua wyposażona została w matowy ekran, co siłą rzeczy ma też wpływ na ekspozycję barw i ostrości w bezpośrednim porównaniu... Musiałem po prostu zmienić się mentalnie i przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Dlatego też dość długo zwlekałem z wystawianiem opinii, bo kiedy człowiek przyzwyczai się do "luksusu" dużych paneli, zejście w dół odbiera nam jasność i bezstronność oceny. Niby na biurku różnica między nimi, nie jest jakaś strasznie porażająca, jednak to co się wyświetla na ekranie, to dwa różne światy.




Całość gotowa do pracy, waży zaledwie niecałe cztery kilogramy (3.85 kg), co może być ważne dla kogoś, kto przemieszcza się ze swoim monitorem.



