SOUNDCORE Motion X600
Strona 2 - Testy i Podsumowanie
Tyle o technikaliach głośnika SOUNDCORE Motion X600. Trzeba przyznać, że napaliłem się trochę po ich zgłębieniu, bo wszystko to brzmi naprawdę trochę "kosmicznie". Jednak należę do starego pokolenia miłośników muzyki o dobrej jakości, więc jakoś było mi trudno uwierzyć, że bez większego "pudła", to coś naprawdę będzie mogło zagrać...
Naciskam przycisk Power i... Tu pierwsze zaskoczenie, bo głośnik powitał mnie głębokim, doniosłym, basowym sygnałem, po którym pojawił się sygnał "sonaru", poszukujący połączenie ze źródłem dźwięku. Zadrżała i delikatnie przemieściła się łyżeczka położona na kubku z kawą, a ja fizycznie na ciele odczułem ten dźwięk. Normalnie ciary! Wszystkie przyciski funkcyjne są podświetlone, a zmiana koloru ikonki BT na niebieską, oznacza połączenie ze źródłem sygnału. U mnie po "dziewiczym" rozpakowaniu z folii i pierwszym uruchomieniu, włączone domyślnie były funkcje dźwięku przestrzennego i wzmocnienia Basu, więc proszę, zwróćcie na to uwagę, jeśli pierwszy raz będziecie słuchać modelu X600, bo bez tych systemów Wasze odczucie będzie zapewne nieco inne, ale o tym napiszę nieco dalej.

Warto ściągnąć na telefon dedykowaną Appkę od marki SOUNDCORE, bo dzięki niej zyskamy sporo dodatkowych możliwości ustawień audio i szybkiego sprawdzenia stanu naładowania baterii. Co ważne przy pierwszym jej uruchomieniu, aplikacja natychmiast wykryła nową wersję oprogramowania systemowego Firmware i zaproponowała aktualizację.



Jak wspominałem, w tym niewielkim kadłubku umieszczono aż pięć przetworników. Producent podaje, że moc głośnika wynosi aż 50 Watów, ale nie określa, czy chodzi o wartość RMS, czy też łączną, muzyczną. Raczej skłaniam się ku temu drugiemu parametrowi, ale gra on naprawdę głośno.

Kiedy będziemy chcieli wybrać się z SOUNDCORE Motion X600 w plener, o zasilanie zadba bateria o pojemności 6400 mAh. Warto ładować go z mocniejszych ładowarek, bo te o ograniczonym amperażu, ładują go naprawdę długo. Podczas procesu przyjmowania ładunków elektrycznych przycisk funkcji Power świeci się na czerwono.

No i wreszcie przejdźmy do tego, jak ten głośnik gra... A w zasadzie jak będzie Nas czarował. Jak wczesniej wspominałem, warto skorzystać od razu z włączonej funkcji dźwięku przestrzennego i podbicia basu, chyba że mamy do odsłuchania utwory wybitnie nasycone niskimi tonami, wtedy możemy zdjąć ten filtr. Na pierwszy ogień włączyłem dawno niesłuchany utwór grupy Bronsky Beat - No More War, który wita nas majestatycznym bębnem i niskotonowymi syntezatorami pulsującymi w akompaniamencie niepowtarzalnego wokalu Jimmiego Somerville’a. Zaliczyłem opad szczęki, bo przy nastawionej głośności w okolicach 30% skali, otoczyła mnie miękka, przyjemna i co ważne niesamowicie szczegółowa scena dźwięku. Słychać było każdy detal, a poszczególne pasma tonów wysokich, średniotonowych i niskich wzajemnie się uzupełniały. Tą miękkość oodania wrażeń odsłuchowych mógłbym chyba porównać tylko do doznać z słuchania wzmacniacza lampowego, choć te dają bardziej chropowaty odsłuch (pasujący do Jazz’u lub Blues’a), a tu mamy kierunek bardziej w stronę aksamitu. Idę za ciosem i włączam kolejny kawałek z tej płyty - Screaming i tutaj swoją skalę pokazują tony wysokie, które przyjemnie nasycają klawiszowe, rytmiczne wstawki i podsycają elektroniczną perkusję. Daję się niemal zahipnotyzować temu powolnemu, świetnie odtwarzanemu, jednostajnemu rytmowi. Podnoszę poziom głośności do trochę ponad połowy skali głośności... Dźwięk staje się potężny, nasycony, ale wciąż zachowuje niesamowitą dokładność odtwarzania. Żadnych zniekształceń, bas jest mięsisty, ale nie dominujący. Ściągam funkcję wzmocnienia tonów niskich i te zauważalnie spadają, ale perkusja i syntezatory niskiego tła są nadal zauważalne, choć już nieco wycofane. O nie... Zdecydowanie wracam do trybu Bass-ON. Teraz wyłączam ikonkę dźwięku przestrzennego. Tu różnica jest już mocniej zauważalna.

Scena wyraźnie się spłaszcza i dźwięk łatwiej jest nam ukierunkować. Do tej pory ten otaczał nas szeroko od frontu i jakby lekko z góry, a tutaj mamy bardziej przygaszone stereo z radioodbiornika... A przynajmniej się tak wydaje, bo jak podaje producent, aby uzyskać pełny efekt stereo, najlepiej jest bezprzewodowo sparować z sobą dwa Motion X600. Zdecydowanie włączam system Surround i od razu czuję przypływ jakości odtwarzanego dźwięku, a szczególnie jego nasycenia. Przerzucam płytę na Simply Red i puszczam "pościelowy" mega hit Holding Back the Years i ponownie jestem zaczarowany szczegółowością sceny i miękkością instrumentów rytmicznych. Zgadzam się... Tego rodzaju utwory zazwyczaj świetnie grają na niemal każdym sprzęcie, ale ja jestem wyczulony na wsłuchiwanie się w drobne niuanse instrumentów, wierność świergotu dzwoneczków w tamburynie i jego odgłosu uderzenia w dłoń lub bardziej stłumione uderzenie o biodro... I w tym małym czymś jestem o dziwo wyłuskać takie detale!
Oczywiście fizyka ma swoje niezmienne prawa i kiedy zaczniemy przesadzać ze skalą głośności, to ta niemal doskonała równowaga sceny zacznie się lekko chwiać w stronę wszechobecnego basu. Jej kres, zależnie od odtwarzanego utworu, zacznie kończyć się w granicach 70-80 procent regulacji Volume, zamieniając się w efekt dudnienia, jak dla mnie, już trudnego do zaakceptowania. Również oddanie szczegółów znacznie szybciej zacznie spadać, kiedy słuchać będziemy utworów dynamicznych, jak Trans czy agresywniejszy rodzaj Heavy Metalu lub Rocka. Zbyt duża "masowość" instrumentarium, potrafi dość mocno przytłoczyć te gabarytowo nieduże membrany, ale i tak do około połowy skali, będą grały głośno i wyraźnie.
Producent obiecuje Nam możliwość grania nawet przez 12 godzin, ale to chyba raczej bardziej po cichu, bo przy mieszanym używaniu w zakresie 25-50 procent mocy na pasku Volume w aplikacji na telefonie, Motion X600 zaczął się upominać o doładowanie po około 8 godzinach pracy. Na "rezerwie" pewnie pograłby jeszcze coś koło godziny, ale lepiej szybciej zacząć poszukiwania ładowarki. To i tak jest niezły czas, szczególnie że będzie on wypełniony muzyką naprawdę dobrej jakości. Świetnie też słucha się dobrze nagranych audiobooków lub lektorów o niskim, przyjemnym w brzmieniu głosie, bo usłyszymy wiernie odwzorowany tembr ich mowy, każdy akcent, przełknięcie śliny, a nawet oddech, o ile inżynierowie dźwięku nie powycinali tych zakresów w torze audio.

Jakiś powód do narzekania? No, może dwa, a mianowicie dość spora waga, jeśli chcielibyśmy podróżować z tym głośnikiem na nogach. Dwa kilogramy dodatkowej masy możemy już odczuć w naszym plecaku. Ale to "wada" większości dobrej jakości głośników na rynku. Drugą wadą, już bardziej dotkliwą dla Nas, jest... cena, która wynosi w najbardziej znanych sklepach internetowych 599 PLN (na Allegro można go wyrwać za 538 PLN, ale nie znam firmy). To sporo pieniążków, ale uważam, że jeśli ktoś z Was szuka czegoś grającego do domu, a nie chce bawić się w zestawy mini wież stereo lub innych podobnych systemów audio, to SOUNDCORE Motion X600 sprawi się w tym zastosowaniu wyśmienicie. Aż strach pomyśleć, jak chińskie firmy zaczynają dominować na świecie niemal już w każdej dziedzinie. Na ulicach widać coraz więcej ich samochodów, które zdobywają rynek nie tylko niską ceną, ale też tym, co oferują. Jeszcze bardziej to widać na rynku Audio (o telefonach, już nawet nie wspomnę), gdzie rynek audiofilskich wzmacniaczy, w tym lampowych, Chińczycy już właściwie pozamiatali. Sądzę, że głośnik Motion X600, jest już kolejną "jaskółką" opanowywania kolejnego segmentu w tym dźwiękowym torcie. Naprawdę polecam przejść się do sklepu i samemu przekonać się, jak dobrze to niepozorne pudełko gra...

Podziękowania dla firmy SOUNDCORE za udostępnienie sprzętu do testów.

Sponsorem platformy testowej, jest marka AOC




