SoundCore Liberty 5
Strona 1 - Wygląd
W lutym tego roku testowałem słuchawki SOUNDCORE Liberty Buds, które zaskoczyły mnie swoim perfekcyjnym dźwiękiem i szczegółowością. Jedynym moim małym "ale" pod ich adresem, był w zasadzie system ich mocowania w naszym uchu, gdzie trzeba było dobrać sobie wielkość "skrzydełka" blokującego słuchawkę w małżowinie usznej. Mam je u siebie do dziś i po dłuższym czasie ich użytkowania mogę potwierdzić, że przy jakiś dynamicznych ruchach głowy, system ten nie jest specjalnie za stabilny i trzeba czasami słuchawkę poprawiać (mocniej osadzać). Za to dźwięk jest super i jak wspominałem, w upodobaniu moich tonacji audio, Liberty Buds pobiło nawet droższy model BOSE Sport Earbuds. Jednak jeśli faktycznie nie jesteście przekonani do tego typu mocowań, to w ofercie marki SoundCore (należąca do koncernu ANKER), znajdziecie jeszcze model Liberty 5, w którym zastosowano bardziej tradycyjny system z "patyczkiem", czyli przedłużeniem kadłubka kryjącego przetwornik audio. Słuchawkę po prostu umieszcza się w uchu, wciskając ją lekko w głąb kanału słuchowego (trzeba tu dobrać odpowiednie dla siebie, silikonowe wkładki z dołączonego zestawu), a o stabilną jej pozycję zadba właśnie ta podpórka. Ale sama budowa, to nie wszystko, co je różni, więc zobaczmy co dostaniemy po rozpakowaniu Liberty 5.


Oczywiście opakowanie otwieramy w charakterystyczny dla produktów SOUNDCORE, a więc zrywamy plomby, które są zabezpieczeniem, że nikt przed nami tam łapek nie wsadzał.

W środku elegancko zapakowano box zawierający w środku bezprzewodowe słuchawki, stanowiący oczywiście Power Bank do ich ładowania podczas spoczynku. Do mnie dotarła wersja granatowa Liberty 5, ale możemy wybierać jeszcze w odmianach: czarnej, białej i perłowo różowej. Prócz tego dostajemy jeszcze kabel USB-A/USB-c, komplet silikonowych reduktorów do ucha w różnych rozmiarach i skróconą instrukcję obsługi.







Również od wersji Buds rónią się same "klipsy". Zupełnie inny kształt kadłubka i jego rozmiaru oraz systemu obsługi dotykowej. O ile w Buds’ie za sterowanie funkcjami odpowiadała zewnętrzna, dotykowa strona kadłubka, to w "piątce" służy do tego podłużny sensor umieszczony na "pręciku" (nazwa używana przez producenta), czyli stabilizatorze stanowiącym wydłużony element kadłubka.








:Klipsy" wykonano z wysokiej jakości plastiku, a ramka pręcików otrzymała metalizowaną powłokę lakierniczą, delikatnie mieniącą się zatopionymi w niej drobinami metalu. Podobnie, jak w Buds, kadłubki skrywające przetworniki audio o średnicy 9.2 mm, otrzymały sporą komorę akustyczną, co wzbudza nadzieję, że Liberty 5 też będą cieszyć swoim brzmieniem. Ogólnie sama obudowa klipsów jest też nieco większa, ale nic dziwnego, bo słuchawki zawierają w sobie większe akumulatorki zasilające. Podczas gdy wersja Buds obiecywała nam do 7 godzin odtwarzania na pojedynczym ładowaniu i do 30 godzin przy korzystaniu z doładowania za pomocą etui, to "piątka" ma wystarczyć nam do 12 godzin ciągłego odtwarzania i aż 48 godzin z doładowaniem. Oczywiście to zapewne laboratoryjne dane, ale w rzeczywistości też nie powinno być tak źle. Wszystko zależeć będzie od tego, jak głośno będziemy słuchać źródła dźwięku i czy będziemy używać systemu aktywnego wygłuszania ANC (tutaj w wersji 3.0), które potrafi skrócić czas eksploatacji słuchawek nawet o kilka godzin (8/32 godziny według producenta).





